Jesteście już ponad 25 lat na scenie...
Adrock - Ależ nie, nie jesteśmy cały czas na scenie.
MCA - A już na pewno nie 25 lat. Swoją drogą fajne byłoby pytanie:
Chłopaki ile lat spędziliście tylko na scenie?.
Chłopaki ile lat spędziliście tylko na scenie?
Mike D - Nie jesteśmy jak James Brown, trzech koncertów dziennie nie gramy, ale
jestem przekonany, że jeśli chodzi o koncertowanie, stanowimy światową czołówkę.
Podejrzewaliście, że ludzie w dalekiej Polsce będą skandować "Beastie Boys" na koncertach?
Adrock - Szczerze? Byłem tego pewien. Ale, że będą krzyczeć Adam Horowitz. Ale skandowanie Beastie Boys też jest miłe.
Nie nudzi was to?
MCA - Zupełnie. Dopóki ludzie kupują nasze płyty, dopóki reagują na naszą muzykę tak jak tu - możemy grać jeszcze baaaardzo długo.
60-letni Beastie Boys?
Adrock - Na wózkach. Z troskliwą opieką pielęgniarek!
MCA Ja już nie mogę doczekać się starości... Nie musiałbym wtedy już skakać po scenie.
A wtedy też przyjedziecie do Polski?
MCA - Pewnie nam nie uwierzysz, ale doskonale pamiętamy, kiedy byliśmy tu bodajże w 1995 roku i graliśmy koncert w wielkim namiocie. Warszawa wyglądała niesamowicie, morze szarych bloków, dziwne budynki. Nigdy tego nie zapomnę.
Mike D - Jeśli mielibyśmy zrobić Top 10 naszych koncertów, ten z Warszawy na pewno by się tam znalazł. Mieliśmy fałszywy alarm bombowy, przyszedł do nas jakiś gość i mówi: "Możecie nie grać, ale wtedy wybuchnie wielka awantura". To co mieliśmy zrobić? Daliśmy z siebie wszystko.
Adrock - Teraz Polska wydaje się nam zupełnie innym krajem. Dużo się zmieniło, prawda?
Bardzo, ale wciąż jesteśmy w ogonie Europy.
Adrock - Dlaczego?
Zarabiamy średnio cztery razy mniej niż na przykład Niemcy.
MCA - Powinniście ich ograbić, skopać im tyłki, poważnie. Nie jestem za rozwiązaniem siłowym, ale należy się wam. Beastie Boys was poprą!
Może najpierw powiecie coś o trasie koncertowej z Madonną...
MCA - Wszyscy na nas gwizdali i wyzywali.
Adrock - Tak to było coś, nasłuchaliśmy się wtedy, jacy jesteśmy beznadziejni. W pewnym momencie menedżer Madonny chciał nas wykopać.
Mike D - A najlepsze było, że ona powiedziała: "Chłopaki, robicie kawał dobrej roboty. Musicie zostać".
Zaczynaliście od punka, potem wzięliście się za hip-hop, teraz nagraliście instrumentalną płytę. Co dalej?
MCA - Nagramy coś operowego, Mike ma piękny glos i lubi się przebierać.
Adrock - A ja gram na fagocie.
Mike D - Nagramy coś takiego na koniec kariery.
A skąd taki rozstrzał - od punka do hip-hopu?
Mike D - Dla mnie to normalne. Słuchałem punka i nadal to robię, ale gdy usłyszałem pierwszy hiphopowy bit, wiedziałem, że to coś dla mnie. To bardzo podobne gatunki, nie sądzisz?
Mam nieco inne zdanie na ten temat.
MCA - Nie chodzi mi o podobieństwo muzyki, ale o jej siłę, szczerość i łatwość. Płyty Wu-Tanga to przecież punkowa petarda.
Szkoda, że hip-hop jest teraz przede wszystkim łatwy. Z lanserskimi klipami, plastikowymi bitami.
Adrock - Mnie to nie przeszkadza, lubię ładne bryki, seksowne kobiety i tłuste bity.
MCA - Pewnie, że to już nie to samo, ale skoro ludziom się podoba, to nie rozumiem tego lamentu nad upadkiem hip-hopu.
Hip-hop nie umarł?
Adrock - Spójrz na naszego dj MixMasteMike'a i powiedz: Rap umarł.
Mike D - Na koniec chciałbym przeprosić wszystkich za pogodę w Gdyni. Kurwa, to nie nasza wina, ale jest nam głupio, że tak zmokliście. Z drugiej strony, wiemy, że jesteście jedyni w swoim rodzaju.
Z Mike D, Adrockiem i MCA, czyli Beastie Boys, rozmawiał Maciej Baranowski.
Źródło: Metro
Wywiad (Dziennik)
"To fantastyczna impreza" - tak muzycy ze znanego zespołu Beastie Boys oceniają festiwal Heineken Open'er. Nie ukrywają też słów uznania dla publiczności - pisze DZIENNIK.
Jak oceniacie Open'er Festival?
Adrock - Znakomita impreza. Fantastycznie było znów wrócić do Polski. Przedwczoraj i wczoraj grało nam się sto razy lepiej niż podczas naszego poprzedniego koncertu w Warszawie przed 13 laty.
Mike D - Nie przesadzaj, ja tamten występ wspominam dobrze. Wprawdzie niewiele było słychać, ale za to atmosfera była fantastyczna. Publiczność reagowała bardzo żywiołowo.
MCA - O tak. I to do tego stopnia, że - o ile pamiętam - musieliśmy na chwilę przerwać koncert, bo pot skraplał się na suficie i padał na instrumenty. Warszawski występ zapamiętałem jako jedną z naszych najbardziej siermiężnych przygód koncertowych. Tym razem nie padało, ale lało. Na szczęście Beastie Boys mają chody w niebie i kiedy wyszliśmy na scenę, rozpogodziło się. (śmiech)
Adrock - Mówiąc szczerze, wolimy występować w zamkniętych pomieszczeniach, dla mniejszej publiczności. Na festiwalach takich jak ten ze sceny praktycznie nie widać, dla kogo gramy. Zamiast twarzy widzisz tylko falujący, bezkształtny tłum.
MCA - W dodatku od stóp do głów umorusany w błocie. (śmiech)
Adrock - Festiwale niby są fajne: fani bawią się i tańczą, ale my na scenie czujemy się od nich odcięci, ponieważ scena jest umieszczona na takiej wysokości, która praktycznie uniemożliwia bardziej fizyczny kontakt. Zupełnie jakby nasi fani byli z Marsa, a my z Wenus.
MCA - Albo odwrotnie. (śmiech)
Mike D - Tak właśnie było w sobotę, podczas naszego koncertu na Głównej Scenie widzieliśmy roztańczone tysiące ludzi, ale pozostał nam niesmak, bo nie mogliśmy poczuć tej fantastycznej energii.
Adrock - Ja podziwiam te tysiące ludzi, którzy w ulewie czekali na nasz koncert. Przepraszam za ten deszcz, ale to naprawdę nie nasza wina. (śmiech)
Gwiazdą tegorocznej edycji Open'er Festival byli Beastie Boys. Legendarny squad z Nowego Jorku. Panowie wystąpili przed polską publicznością dwa razy. W przerwie udało nam się ich dorwać w hotelu. Zgodzili się na krótki wywiad. Prawdę mówiąc nie mogłem opanować nerwów, przecież rozmawiałem z Beastie Boys!
Beastie Boys to Adrock aka Adam Horovitz, Mike D aka Michael Diamond i MCA aka Adam Yauch. W formacji udziela się również znakomity turntablista Mix Master Mike. Panowie są żywym przykładem na to, że nawet po trzydziestu latach spędzonych na scenie można tryskać energią, humorem i zachowywać się jak nastolatki. Zresztą, tego niedzielnego popołudnia "Bestialscy Chłopcy" byli w naprawdę fantastycznym humorze.
Z Beastie Boys rozmawiał Funkyboy.
Jakie są Wasze wrażenia po koncercie na Open'er Festival? Lubicie polską publiczność?
Mike D - Tak, zdecydowanie. Dla nas występ w Polsce to była naprawdę duża sprawa - z dwóch powodów. Po pierwsze - ostatni raz w waszym kraju byliśmy podczas trasy "Ill Communication". Koncert był w Warszawie. Wtedy przyszło sporo dzieciaków w "pampersach", którzy teraz są już dziennikarzami piszącymi o muzyce. Zjawili się Ci, którzy wtedy mieli po 14-15 lat, a obecnie są ważnymi postaciami w branży muzycznej. Z tego co pamiętamy tamten koncert był imprezą branżową. Najwyraźniej zasialiśmy ziarenko w ich głowach. Być może to właśnie tamten koncert spowodował, że zainteresowali się muzyką i zostali dziennikarzami, którzy o niej piszą. Po drugie - występ w Polsce jest dla nas szczególnie ważny, bo dawno tutaj nie byliśmy. Poza tym jestem z pochodzenia Polakiem. Dokładnie w 25%.
MCA - Z kolei mój dziadek pochodzi z Galicji, z Krakowa, która jest teraz częścią Austrii... Tam się urodził i potem wyemigrował do USA.
Moment, Galicja jest teraz częścią Polski!
MCA - Naprawdę? Ktoś mi powiedział, że należy do Austrii.
Mike D - Ten, który Ci to powiedział okłamał Cię. Pewnie chcieli Cię pocieszyć.
Zaczynaliście swoją karierę od grania hardkorowego punka, potem zmieniliście styl na rap. Co było głównym powodem decyzji o zmianie stylu?
Mike D - Słuchaj, pewnie jesteś fanem muzyki, tak samo jak ja. Kiedy dorastałem miałem bzika na punkcie punka. Miałem też starszych braci, którzy słuchali zupełnie innej muzyki. Po prostu punk był moją muzyką.
MCA, Adrock - Ale to nie jest tylko Twoja muzyka?!
Mike D - No moja... to ja Was zaraziłem punkiem, sprzedałem Wam go kawałek po kawałku. Następnie słuchałem reggae. Potem usłyszałem muzykę, która nie miała jeszcze swojej nazwy. Koleś nawijał do podkładu. To miało w sobie moc i energię. To było właśnie to! To właśnie z powodu tej energii rap nie różni się od punka.
Adrock - A czemu do tej listy nie dodałeś jeszcze country? (śmiech)
Mike D - Punk to moja muzyka. Niestety nie jestem właścicielem rapu.
Szkoda, bo byłbym teraz bardzo bogatym człowiekiem.
Jaki był pierwszy numer rapowy, który usłyszeliście? To było coś Sugarhill Gang, a może Marley Marl?
Mike D - Nie jestem pewien. Nie pamiętam dokładnie. Być może był to właśnie "Rappers Delight" Sugarhill Gang. Wydaje mi się jednak, że to był jednak Kurtis Blow i "Christmas Rappin".
Adrock - Jeśli pytasz o pierwszy rapowy numer, który usłyszałem, to był "Rapper's Delight". Usłyszałem ten numer w radiu. To było w pizzerii na Brooklynie. Urwałem się ze szkoły, poszedłem coś zjeść i usłyszałem ten kawałek.
Rap i punk mają coś wspólnego. To przede wszystkim muzyka buntu. Przeciwko czemu warto teraz się buntować?
MCA - Na pewno przeciwko wojnie w Iraku. W ogóle przeciwko polityce i politykom. Jest wiele powodów, dla których warto ich krytykować. (Właśnie wtedy do sali konferencyjnej, gdzie nagrywaliśmy rozmowę weszły dzieciaki - Skyler i Davies - przyp. red.)
Adrock - Dobrze jest, gdy dzieci buntują się przeciwko rodzicom i tego właśnie próbuję nauczyć te dzieciaki.
Nagraliście nową płytę, która jest w 100% instrumentalna. Ma funkowe brzmienie. Jest ciężka linia basu. Kto wpadł na ten pomysł?
MCA - To był jego pomysł, będę to powtarzał za każdym razem. To był po prostu pomysł Mike'a.
Mike D - Chcieliśmy zrobić coś innego. Nasz ostatni album był stricte
rapowy. Postanowiliśmy zatem pokombinować w trochę inny sposób.
MCA i Adrock - Nam się ten pomysł spodobał i zrobiliśmy to.
To chyba Wasza pierwsza, w całości instrumentalna, płyta.
MCA - Właściwie to nie. Mieliśmy już jeden instrumentalny album. W 1995 r. wydaliśmy krążek "In Sounds From Way Out". To była jednak kompilacja instrumentalnych numerów z poprzednich płyt, które wtedy nagraliśmy i które zostały wydane na innych albumach. "The Mix-Up" jest zatem pierwszym takim albumem, w pełni instrumentalnym. Jako coś nowego i jako całość. Kiedy nagrywaliśmy kawałki na ten krążek, to po każdej wizycie w studiu,coraz bardziej nam się to podobało. Coraz bardziej i bardziej... i tak zostało.
Być może Wasza muzyka jest tak dobra, że nie potrzebuje słów...? Po prostu obroni się bez tekstu...
Mike D - Chcieliśmy tym albumem wyprzedzić wózek wypełniony gwiazdami.
Chodzą słuchy, że tacy artyści jak Mariah Carey, Paula Abdul, Eminem, Madonna.
Lil' Jon planują wydać instrumentalne, jazzowe płyty. Nie zapominajmy też o Yanni, który już coś takiego zrobił. Jednak prekursorem był Kenny G., więc to właśnie on przetarł szlak...
Czy uważacie, że istnieje coś takiego jak "muzyczna emerytura"? Kiedy artysta powinien zejść ze sceny?
Mike D - Dobrze jest wychodzić na scenę, gdy ludzie cały czas bawią się przy twojej muzyce. W sumie nie wiem kiedy jest czas na emeryturę. Wydaje mi się, że wtedy, gdy powiedzą to tobie ludzie, słuchacze. Bardzo podoba mi się pewien
obrazek, który mam teraz przed oczami. We trójkę siedzimy na wózkach inwalidzkich i sobie nimi rytmicznie śmigamy, a pielęgniarki z domu starców nas gonią i uspokajają. Niestety nie jestem pewien czy pozwolą nam rapować w domu starców.
Adrock - Byśmy tam występowali! Bez problemu zapewnialibyśmy wszystkim
zgromadzonym rozrywkę, a seksowne pielęgniarki nam by w tym pomagały.
Niektórzy porównują Beastie Boys do kabaretu... Śmieszą was te porównania czy może chcielibyście położyć im kres?
Adrock - Kabaret? O nie..., ty tego z pewnością nie wymyśliłeś? Ja wiem? To jest jakieś szaleństwo. Kto to powiedział? Zgadzasz się z tym? O jaki kabaret Ci chodzi? Chyba nie o taki, gdzie wykonawcy są nadzy. Bo ja się rozbieram, ale jedynie wtedy gdy jestem sam i chcę wziąć prysznic.
MCA - W sumie kiedyś zrobiliśmy taki motyw, który można uznać za kabaret. Kiedyś, zanim świat usłyszał o Matis Yahu, to mieliśmy swoje przedstawienie, w którym byliśmy przebrani za ortodoksyjnych Żydów i przerabialiśmy żydowskie piosenki na rap. Śpiewaliśmy, że "jesteśmy małymi, żydowskimi braćmi, itd.". Zrobiliśmy kilka takich przedstawień, ale to wszystko.
Wybaczcie słowo "kabaret", ale przeczytałem taką rzecz w internecie. Chodziło o coś innego. W Polsce ludzie mówią na to kabaret, w USA - "stand up". Chciałem poznać Wasze zdanie na temat takich komentarzy, które można znaleźć w sieci.
Adrock - Lubię kabarety. Myślę, że w pewnym sensie jesteśmy podobni do kabaretu. Reprezentujemy wiele różnych stylów. W naszych występach pojawiają się teatralne akcenty - oświetlenie, dym... itd. Tak, jesteśmy w pewnym sensie kabaretem i doceniam tę opinię, jeśli została użyta jako pozytywne określenie. Powiem wam, że jest kilka takich stron internetowych, które obrzydliwie kłamią na mój temat. Przykładowo, zdradzają tajemnice moich ćwiczeń fizycznych, które są moją tajną bronią. Nie ufam niektórym stronom internetowym. Takie paplanie na nasz temat nie zmienia w ogóle mojego stosunku do naszych fanów, w tym również polskich, których bardzo szanuję.
Ok. Ostatnie pytanie. Co chcielibyście przekazać polskim fanom?
Mike D - Chciałbym powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze - cześć wszystkim! Chciałbym też powiedzieć, że tęskniliśmy za Wami, bo dawno tu nie byliśmy. Dziękujemy za świetne przyjęcie w Warszawie i w Gdyni. Dzięki też za miłość jaką nam przekazujecie na koncertach. Tyle samo ciepła chcielibyśmy Wam oddać.
Adrock - Przede wszystkim bardzo dobrze się tutaj bawiliśmy. Mamy nadzieje, że wrócimy tutaj i że stanie się to znacznie szybciej niż ostatnio.
MCA - Chciałem tylko powiedzieć, że dla mnie to jest nie fair, że publiczność (na Open'er Festival - przyp. red.) nie skupiła na zespole Muse wystarczającej uwagi. Moim zdaniem, ludzie chodzący na festiwale powinni doceniać wszystkich artystów, nawet jeśli nie odpowiada im do końca muzyka, którą robią.