Articles

RSS
  • Wszyscy jesteśmy pyłem na wietrze...

    9 jui. 2013, 19h43m

    Zastanawiałem się jaki powinien być drugi z kolei wpis. Pierwszy to zawsze swego rodzaju wstęp. Nieśmiała próba powiedzenia światu: "Halo! Tu jestem ty wielki wredny skurczysynu i nie dość że śmiem przypominać o swojej obecności to jeszcze mam coś do powiedzenia." Kolejne wpisy winny udowadniać że rzeczywiście tak jest. Dlatego wolę odczekać parę minut aż kolejne pomysły wyklarują się w jasną do spisania wizję niż bez sensu walić w klawisze wyrzucając z siebie kolejne zdania nie będące niczym innym jak laniem wody. To co piszę winno również wyrażać mnie a czasami mam ochotę zostać sam na sam ze swoimi myślami. Istnieje moim zdaniem cienka granica między publicznym wyrażaniem samego siebie a intelektualnym ekshibicjonizmem, którego jestem zdecydowanym przeciwnikiem.

    Dlaczego na pierwszy rzut wybrałem akurat Dust in the Wind grupy Kansas? Po pierwsze dlatego że jest to jeden z dziesięciu moich ulubionych utworów. Podoba mi się w nim właściwie wszystko i mogę go słuchać bez przerwy wiele godzin. Po drugie zaś utożsamiam się z ideą która przyświecała twórcy tekstu.

    Jakby nie podejść do tematu jesteśmy śmiertelni. W żaden sposób nie można tego faktu zanegować w sposób racjonalny. Nawet jeśli uznamy za pewną teorię którejkolwiek z religii nie zmienia to faktu że czas dany nam w tej rzeczywistości jest dość krótki i nie bardzo mamy możliwość jego przedłużenia. Świadomość tego iż kolejne minuty, godziny, dni naszego życia przemijają w tempie Intercity na trasie Poznań - Warszawa może czasami obezwładnić niczym uderzenie pięciokilowym młotem w potylicę. Nic dziwnego że większość ludzi stara się zignorować fakt swej śmiertelności lub desperacko znaleźć sposób na jej ominięcie. Choć ich rozumiem wybrałem swoje własne rozwiązanie.
    Uświadomienie sobie faktu własnej śmiertelności pomaga mi w pełni cieszyć się czasem który dostałem. Zamiast smutnego i dołującego "Memento Mori" wybieram z całą stanowczością "Carpe Diem". Wiem że każdy kolejny dzień przybliża mnie do końca i związku z tym staram się by każdy kolejny był tak samo wartościowy i wnosił coś nowego. Wśród tych tysięcy dni które jeszcze potencjalnie mi zostały jest wiele takich, które najzwyczajniej w świecie zmarnuję, ale życie musi być pełne i ma w nim czasu na nakładanie sobie łańcuchów własnych ograniczeń czy niemożności. Jeśli kogoś urządza nuda i przyziemność codziennego życia proszę bardzo ale dla mnie życie musi być mieć coś więcej...



    Pył na wietrze

    Na chwilę zamykam oczy
    I chwila przemija.
    Przed oczami
    Przemykają mi wszystkie me marzenia
    Pył na wietrze
    Wszyscy jesteśmy tylko pyłem rzuconym na wiatr

    Ta sama stara pieśń
    niczym kropla wody w nieskończonym oceanie
    Wszyscy obracamy się w proch
    choć nie potrafimy tego przyznać
    Pył na wietrze,
    wszyscy jesteśmy jedynie pyłem rzuconym na wiatr

    Nie poddawaj się
    Poza ziemią i niebem nic nie trwa wiecznie
    Wszystko przemija
    Za żadne pieniądze nie kupisz kolejnej minuty
    Pył na wietrze
    Wszyscy jesteśmy tylko pyłem na wietrze (Wszyscy jesteśmy tylko pyłem na wietrze)
    Pył na wietrze (Wszystko jest tylko pyłem na wietrze)
    Wszystko jest tylko pyłem na wietrze
  • Początek...

    4 jui. 2013, 12h32m

    Najgorzej jest zacząć. Zwłaszcza kiedy człowiek nie bardzo jeszcze wie co chce napisać. Kiedy jednak pierwsze zdania ujrzą światło dzienne jest o wiele lepiej. Kolejne myśli przechodzą z głowy na ekran monitora z szybkością wodospadu. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu, akapit po akapicie powstanie kolejny wpis. Otwartym pozostaje pytanie ile ich będzie :)
    Prowadziłem kiedyś bloga. Biedak umarł po pierwszych sześciu czy siedmiu wpisach. Było tam wiele mądrych stwierdzeń i głębokich myśli tylko sens gdzieś się zapodział i myśl przewodnia zatarła. Dlatego zarzuciłem go równie szybko jak założyłem a jego żałosne szczątki gniją gdzieś na peryferiach sieci. Po poetyckich opisach widzę że mam dziś dzień zabawy w poetę. To chyba przez muzykę płynącą ze słuchawek. Mam nadzieję że moje grafomańskie zapędy nie zrobią wam zbyt wielkiej krzywdy i wybaczycie mi drobne ciągoty ku upiększaniu wypowiedzi. Zawsze chciałem zostać pisarzem albo muzykiem. Życie pokazało jednak że niektóre marzenia są wieczne;)
    Słucham Time and a Word grupy Yes i zastanawiam co ja właściwie najlepszego wyprawiam. Oto po raz drugi w swoim życiu postanowiłem z całą stanowczością iż nadszedł czas wyrażenia samego siebie poprzez podzielenie się z polskojęzyczną częścią świata tym co we mnie siedzi. Nie wszystkim oczywiście. Uwierzcie mi, gdybym przelał na papier wszystko to co siedzi w najgłębszych zakamarkach mojego umysłu John Doe z "Seven" Davida Finchera wyglądał przy mnie jak Mołdawski bezdomny. Dlatego pozwolę sobie skupić się jedynie ma muzyce :)
    Na playliście Yes zastępuje A Christmas Camel grupy Procol Harum a ponieważ jest to jeden z moich ulubionych wykonawców pokręci się trochę w kółko. Należę do tych ludzi którzy swoje ulubione kawałki mogą odtwarzać po kilka godzin w kółko zanim mi się znudzą, albo mówiąc delikatniej osłuchają. Widzę że znowu pozwoliłem sobie na dygresję wracam więc do myśli przewodniej tegoż wpisu.
    Czemu to robię... no właśnie, czemu? Głównie dlatego że radość jest tylko wtedy pełna gdy jest się nią z kim podzielić. Mnie radość sprawia muzyka - poza filmem i książkami moja pierwsza i największa w życiu pasja. Kocham słuchać muzyki. Nie ważne jak źle się dzieje, nie ważne w jakie gówno wdepnąłem - jeśli mam możliwość odsłuchania odpowiednich kawałków odzyskuję równowagę niczym staroświecka wańka - wstańka. Kocham ten szeroki wachlarz doznań i emocji jakie wyzwalają we mnie poszczególne utwory. Jest dla mnie niesamowitym fakt że ten sam utwór potrafi jednego dnia wynieść mnie pod samo niebo by następnego dnia wpędzić w depresję. Chciałbym podjąć próbę podzielenia się z wami tymi właśnie doznaniami. Kocham także tłumaczyć teksty poszczególnych wykonawców i choć czasami przypominają one twórczość niedoszłego wierszoklety po skonsumowaniu połowy zapasów osiedlowego monopolu jestem z nich dumny. Nimi również chciałbym się z wami podzielić - jeśli oczywiście będziecie chcieli.
    Dostaniecie również całą moją wiedzę na temat muzyki której słucham. Nią również się z wami podzielę ponieważ... lubię się chwalić ile umiem i jaki to ze mnie mądry gość. Nigdy nie mówiłem że jestem skromny i nigdy tego nie powiem. Mam świadomość własnej niewiedzy w wielu sprawach w tym również w zakresie muzyki. Jednak kiedy wiem że coś wiem lubię z lekka wiedzą zaszpanować, choć umiem również uznać to że są ludzie którzy wiedzą więcej ode mnie. Lubię poznawać takich ludzi gdyż przez rozmowy z nimi dowiaduję się więcej:)
    Rozpisałem się. Nie wiem czemu tenże dziennik jest strasznie wąski co sprawia że tekst wydaje się dłuższy niż jest w rzeczywistości. Żeby nie zmuszać tych którzy jeszcze mnie czytają do wysiłku związanego z przewijaniem tekstu kończę:) Na dzisiaj to tyle, mam nadzieję że starczy mi wytrwałości by zamieścić tu kolejny wpis. Jeśli nie... wybaczcie że rozpaliłem w was nadzieję. Już taki ze mnie brzydki człowiek.

    Grzegorz Gondek
    Kraków 4 lipca 2013 roku